Wesołych Świąt! :-)
Jestem studentem drugiego roku medycyny weterynaryjnej w Krakowie. Wbrew pozorom całkiem tutaj fajnie. Nie są to jednak studia dla każdego. Wręcz przeciwnie. To studia dla ludzi o silnych nerwach, opanowanych, którzy potrafią myśleć analitycznie i logicznie. Sama miłość do zwierząt nie wystarczy. Nadmierna empatia może nawet zaszkodzić. Trzeba umieć się zdystansować i zawsze brać pod uwagę to, że pacjent może umrzeć - pomimo tego że jest śliczny i słodki.
Aktualnie przygotowuję się do sesji. W tym semestrze anatomia i biochemia zdecydowanie królują. O przedmiotach na studiach napiszę jednak innym razem :)
Wychodzę z założenia, że warto się rozwijać. Wymagania, które stawia uczelnia to jedno, ale warto się douczać i sprawdzić, z czym to się je. Dlatego postanowiłem wziąć udział w praktykach - nie tych uczelnianych, ale nieobowiązkowych, z własnej woli. W każdy piątek, wieczorami, wybieram się na Rżąkę za Prokocimiem w Krakowie, by tam spędzić czas w lecznicy zwierząt egzotycznych. Tak, tak. To jest właśnie to, co mnie interesuje - różnorodność. Do lecznicy właściciele przywożą różne zwierzęta - czasem naprawdę baaaaardzo egzotyczne. Już dzisiaj snuję plany, gdzie wybiorę się na wakacyjne praktyki - również nieobowiązkowe, gdyż chciałbym zobaczyć jak najwięcej. Po cichu myślę o klinice w czeskim Bohuminie, ale na szczęście zostało jeszcze trochę czasu na zastanowienie i obranie sobie konkretnego celu praktyk.
A co działo się w lecznicy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz